image_print

Tradycją skockich turystów z koła PTTK nr 77 są obozy wędrowne. W tym roku wybraliśmy się na Orawą i w Beskid Żywiecki. Początek obozu był bardzo ciężki, bowiem mieliśmy okazję poznać atrakcyjność podróży PKP. Na trasie Poznań – Jordanów, większą część jazdy spędziliśmy na korytarzu. I chyba przysłowiowe śledzie w puszcze mają więcej swobody niż my. Na szczęście Jordanów powitał nas pięknym słońcem, które jak się później okazało miało nam towarzyszyć przez większość obozu.

Po dwóch, trzech godzinach marszu, w trakcie, których odwiedziliśmy miejsce bitew polskich żołnierzy we wrześniu 1939 pod Wysoką, dotarliśmy do pierwszego miejsca noclegowego. Po zasłużonym odpoczynku i regeneracji sił ruszyliśmy na Orawę. Jest to specyficzny region naszego kraju charakteryzujący się oryginalną kulturą, tradycją
i folklorem. Interesującym miejscem, które nie mogliśmy przeoczyć, jest znajdujący się
w Żubrzycy Górnej Skansen, w którym zgromadzono wiele budynków, narzędzi i sprzętu gospodarczego tej pięknej krainy. Z opowieści przewodnika najbardziej utkwiły nam
w pamięci obiekty, które „grały” w różnego rodzaju filmach, m.in. wielkie koło młyńskie,
z którego Hopryna wróżyła Bohunowi w filmie „Ogniem i mieczem”.

Dalej górski szlak zaprowadził nas w masyw Babiej Góry. Najwyższa, poza Tatrami polska góra, której wierzchołek zwany Diablak, wznosi się na 1725m n.p. m. nazywana słusznie jest Królową Beskidów. Swym pięknem monumentalizmem tajemniczością i urodą przyciąga od lat rzesze turystów. My także ulegliśmy jej urokowi i stanęliśmy na jej wierzchołku(niektórzy nawet dwukrotnie).Szczególnie w pamięci pozostanie pokonanie złotego szlaku śmiało wytyczonego poprzez progi skalne, urwiska i gołoborza nazwany „Perć Akademików”. Atrakcją stromego odcinka tego szlaku są łańcuch, klamry i metalowe drabinki przymocowane do skał, które pozwalają bezpieczniej pokonać drogę. Trudy, stres i zmęczenie opłaciły się, bowiem przy pięknej pogodzie widoki i górskie panoramy ze szczytu były przepiękne i nie da się ich opisać. Podczas odpoczynku w schronisku na Markowych Szczawinach jeden z nas pomagał też GOPR przy transporcie poszkodowanej turystki.

Kolejne dni wędrówki prowadziły przez rejony o ciekawej historii z okresu II wojny światowej związanej z intensywną działalnością oddziałów partyzanckich. Wędrując poprzez Policę na Halę Krupową przechodziliśmy obok miejsca katastrofy lotniczej z 2 IV 1969, w której zginęły 53 osoby, a przyczyny tej tragedii do dziś nie zostały do końca wyjaśnione.

Ciekawostką tej okolicy jest góra Okrąglica, na wierzchołku której znajduje się drewniana kapliczka Matki Bożej Opiekunki Turystów. Jej wnętrze, charakterystycznym górskim wystroju pokrywają liczne tablice epitafijne poświęcone ludziom gór, którzy nie wrócili ze swego ostatniego szlaku i zginęli w różnych górach świata.

Po chwili zadumy, posiliwszy się obficie rosnącymi na stokach jagodami, poprzez Zawoję Jałowiec dotarliśmy do studenckiej bazy namiotowej na Przełęczy Słuchaczki. Jak się okazało baza ta była tego dnia metą masowej imprezy turystycznej, czyli „Wyrypy Beskidzkiej”, której uczestnicy pokonali nieprzerwanym marszem 100 km idąc głównym szlakiem od Ustronia. Najszybszemu zajęło to niespełna 20 godzin!

Tutaj też będący po raz pierwszy na obozie Marcin przeszedł swój obozowy chrzest, czyli pomyślnie pokonał próby czterech żywiołów; wody, ziemi, ognia i powietrza. Tym samym został przyjęty do bractwa „gwieździstego nieba i dziurawego namiotu”.

Kolejne dni wędrówki prowadziły poprzez graniczną Przełęcz Glinne i Pilsko pod szczytem, na północno-wschodnim zboczu przy żółtym szlaku, znajduje się krzyż upamiętniający jedną z pierwszych ofiar kampanii wrześniowej, poległego w tym miejscu 1 września 1939 roku żołnierza Basika. Dalej przez hale Miziowę i Górową do Sobotni Wielkiej. W miejscowości tej znajduje się największy w Beskidach wodospad. Woda spływa z wysokości 10 m jedną strugą po nachylonym pod kątem 40 stopni piaskowcu. Następnie spada progiem skalnym do wyrzeźbionego głębokiego kotła eworsyjnego o głębokości do 5 metrów. Kilku z nas mimo niskiej temperaturze wody zażyło orzeźwiającej kąpieli. Jednakże dalsza wędrówka pod górę ponownie pokryła potem nasze ciała. Na szczycie Rodanki w oddali zobaczyliśmy burzę oraz znaki psucia się pogody. Ostatni nocleg w schronisku PTTK Rysianka przeszedł spokojnie. Znając prognozy pogody bardzo wcześnie zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do Węgierskiej Górki – mety naszego obozu. Chcieliśmy jeszcze zobaczyć bunkry i umocnienia z 1939 roku „Polskich Termopil”, ale ropętała się ulewa, która przegnała nas na stację kolejową(jak się później okazało w rejonie tym padało przez kilka dni). Podmianie odzieży bez większych przeszkód dotarliśmy do Skoków. Podczas 10 dni obozowych najwytrwalsi przeszli łącznie ponad 140 km przy łącznej sumie podejść ok.6300m.

zdjęcia: Wojciech Pilarski, Damian Górczyński, Marcin Kasprzak, Andrzej Surdyk